poniedziałek, 29 maja 2017

"Najważniejsze projekty w życiu podejmuje się z pozycji serca a nie z pozycji umysłu. Tam jest czysta kalkulacja, opłaca się albo się nie opłaca"

Kobiety mają zakodowane w głowach że nie warto, że nie powinno się odchodzić od faceta który nie bije, nie pije i kasę przynosi... Jest ok...
Co z tego, że co jakiś czas pisze i zdradza z innymi.
Co z tego, ze zawsze to Moja wina, ze to ja jestem ta zła, która go popycha w ramiona innej
Co z tego, że co jakiś czas szarpnie, nazwie psycholem, oszołomem, czubkiem bez mózgu.
Co z tego że wmawia mi, ze nie myślę, że nic nie wiem i nic nie osiągnę.
Co z tego?
Skoro przynosi kasę do domu i czasami jest dobrze.
W końcu to co o mnie mówi musi być prawdą, znikąd się to nie wzięło.
Na pewno jestem nic nie warta i faktycznie nikt mnie nie będzie chciał... taką grubą, głupią, z dziećmi....

Tak myślałam, przez wiele, wiele lat uważałam, ze on ma rację.
Aż w końcu zaczęłam rozumieć, że to nie ja jestem ta zła.
To on jest czarnym charakterem który niszczy życie mi i moim dzieciom.
Mam firmę, świetną opinię w branży. Praca jest od lat, dlaczego miałoby jej nagle nie być?
Bo co? Bo on odszedł? Bo w końcu się uwolniłam? Może być tylko lepiej.
Nie jestem sama a przez długi czas tak własnie myślałam. Mam rodzinę, która stanie za mną murem, Mam przyjaciół, którzy zawsze mi pomogą. Nie jestem sama i nie jestem słaba.
Zrozumiałam, że nie jestem głupią idiotką, która nie ma nic do powiedzenia, która niczego nie rozumie.
Mam wiele do powiedzenia i wiele rozumiem.
To on jest zbyt głupi by wdać się ze mną w jakakolwiek dyskusję
Nie chcę już milczeć, żyć obok siebie.
Potrzebuję ludzi... kogoś kto będzie potrafił i będzie chciał ze mną dyskutować.
Chcę wielogodzinnych rozmów a nie milczenia. Zbyt długo milczałam
Podobno wystarczy chwila by nagle zrozumieć i zmienić swoje zycie.
Kilka dni temu powiedziałam że są kobiety w gorszych sytuacjach i sobie radzą
W odpowiedzi usłyszałam, że moja sytuacja to luksus...
To było jak kubeł zimnej wody, objawienie.
Zrozumiałam, ze faktycznie jestem w luksusowej sytuacji i że dam sobie radę bo jestem kobieta a podobno kobieta to siła
Podjęłam decyzję a na drugi dzień byłam już u rodziców, powiedziałam o wszystkim mamie i dostałam to czego potrzebowałam. Powiedziała
"Nie wiem na co Ty jeszcze czekasz? Chcesz zniszczyć życie sobie i dzieciom? Pomożemy Ci jak będzie trzeba"
I wiecie co? Decyzja nie była trudna, nie polały się łzy,nie wpadłam w histerię, czas się nie zatrzymał, świat nie runął...
Wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy od dawna wstałam rano z uśmiechem, otworzyłam okno i wzięłam głęboki oddech.
Powiedziałam TAK wszystkiemu co przede mną
Czas na nowe, lepsze życie
Jestem wolna.... i szczęśliwa
"Puk, puk strach puka do drzwi
Otwiera mu odwaga a tam nikogo nie ma"

niedziela, 28 maja 2017

czwartek, 9 lutego 2017

Dzieje się...

Mrówki zostały wysłane do Babci na ferie, mam jeszcze dwa dni spokoju... :D
Zastanawiam sie jak je owocnie wykorzystać. Wczoraj byłam na zakupach, kupiłam kurtkę i torebkę.
Wcisnęłam swój szlachetny zadek w parkę z New Yorker która w grudniu była za ciasna :D
Nadal wyglądam jak wieloryb ale przynajmniej ubrany jak człowiek ;P
Trzymam się zdrowego jedzenia, idzie mi coraz lepiej. Ćwiczyć mi się nie chce ale powoli, powoli zaczynam :P W tym tygodniu póki co dwa treningi zaliczone.
Od poniedziałku znowu szkoła i przedszkole. Powiem Wam szczerze ze tak mi się nie chce... aż mnie skręca jak pomyślę o wstawaniu przed 7.
Mam jednak nadzieję, że żadna Mrówa się nie pochoruje. Mamy za sobą już ospę, zapalenie zatok, zwykłe przeziębienia itd. Ja do dzisiaj nie mogę dojść do siebie, cały czas mam kaszel i katar.
Mrówki dostają leki na odporność, mam nadzieję, że efekty się pojawią. Ja chyba zacznę trzaskać szoty z imbiru i cytryny... jak w końcu kupię imbir :P
Dzisiaj muszę jeszcze się wybrać do sklepu po ciasto francuskie i zrobię tartę z brokułami i serem feta ;)
Czekam na wiosnę, chce już ciepła, kwiatów i tego zapachu w powietrzu bo smog mnie strasznie dusi. Spacery to dla mnie dramat. Nie wiem czy sobie wkręcam czy faktycznie tak źle się oddycha na dworze. Z drugiej strony chciałabym aby wiosna nie pojawiała się zbyt szybko bo muszę się odchudzić :P Dałam sobie czas do końca czerwca. W tym miesiącu celem jest -4 kilogramy. Jestem ciekawa czy się uda ;)

sobota, 14 stycznia 2017

Nowy rok

Święta spędziliśmy u moich rodziców. Było bardzo miło i rodzinnie.
Sylwester u Nas. D zaszalał z fajerwerkami :P Ogólnie był szał i dziewczyny się wystraszyły. Wszyscy wkoło strzelali, petardy latały zamiast w górę to między samochody, pod okna... zawał na miejscu :P
Długi weekend w styczniu znowu spędzony u rodziców. D remontował im łazienkę.
Ogólnie święta i nowy rok minęły nam pod znakiem Gry o Tron - graliśmy cały czas :)
Przed świętami dopadło mnie adenowirusowe zapalenie spojówek i rogówek - lecze do dzisiaj.
Zośka ma ospę i zapalenie zatok a Zu póki co samo zapalenie zatok.
Dostały leki na odporność mamy je stosować przez trzy miesiące. Mam nadzieję, że się sprawdzą bo już mi ręce opadają na te choróbska.
Wróciłam do ćwiczeń, tak na poważnie. Moje poczynania można śledzić na ig @ogarnijsiesiostro
Czuję się coraz lepiej. Postanowiłam, że ten rok będzie mój - totalna metamorfoza i w środku i na zewnątrz. 9 lutego mam fryzjera - będzie szaleństwo :P
Zaczełam chodzić na solarium - z głową.
Uczę się malować i mam zamiar wymienić garderobę na wiosnę.
W końcu mi się chce dbac o siebie i to wszystko ogarniać.
Zastanawiam się gdzie mi uciekły ostatnie dwa lata... ale tego już nie nadrobię za to mogę sprawić, że najbliższy czas będzie wyjątkowy i owocny.
Ciężko jest się zmienić z dnia na dzień ale próbuję, staram się i walczę sama ze sobą.
Mam wrażenie, ze jest ciut lepiej :P

sobota, 17 grudnia 2016

Święta, święta...

Święta coraz bliżej. To taki czas zadumy, refleksji ale też radości.
U mnie to czas odnawiania kontaktów i nawiązywania nowych relacji :) Nie wiem co mi się stało ale stałam się bardzo otwarta na innych ludzi :P
W środę spotkałam się z moją K której nie widziałam jakieś 10 lat.
Niby tyle czasu minęło a my rozmawiałyśmy jakbyśmy się widziały wczoraj... Obie teraz mamy dzieci, rodzinę i obowiązki. Mimo to jednak potrafimy razem się śmiać i wygłupiać jak kiedyś :)
Szkoda że nie da się tak odnowić wszystkich relacji.
To spotkanie dało mi wielkiego kopa i wiele pozytywnej energii. Juz zapomniałam jak wesoła jest K i jaka jej mama jest pełna ciepła i miłości. Płakac mi się chciało jak ją zobaczyłam.
Mam tylko nadzieję, że będziemy się częściej spotykać.
Wczoraj byliśmy po choinkę i ozdoby. Mieszkanie jeszcze nie wygląda tak jakbym chciała ale jest ładnie :) Można powiedzieć, że czuję swięta.
Ostatnio tak się obżarłam piernikami, że myślałam, że pęknę.
Zostało nam jeszcze sporo jakby ktoś chciał :P




Na zdjeciu jest Zosia jakby ktoś nie wiedział :) Ostatnio wszyscy je mylą:)
Czekam na śnieg, lepienie bałwana i jeżdżenie na sankach.
Dzisiaj rano byla szadź na drzewach, świeciło słońce i było tak pięknie... Teraz jest szaro i zimno, tak po prostu ale zupełnie mi to nie przeszkadza :)
W czwartek spotykam się z A :) <3 W końcu po 2 latach się zobaczymy. Mamy do siebie blisko a jakoś nigdy nie możemy się spotkać.
A jutro mam w planach wycieczkę do Poznania na Stary rynek, chcę zobaczyć rzeźby lodowe i może prezenty dzieciakom kupimy.